ŻÓŁW

Czy widziałeś kiedyś żółwia
jak w odmętach mętnych płynie?
Nieraz widzę ten tułów ja
gdy przyglądam się gadzinie.

Jest opodal staw rozległy,
taki jakich nie ma wszędzie.
Kormorany tam się zbiegły,
pelikany i łabędzie.

Kaczka się tam chętnie tapla
i nurkować lubi do dna,
tam też pilnie brodzi czapla
i ciekawska kurka wodna.

Tafla wody przypomina
niedomytej kryształ szyby,
gdyż niejedna w niej roślina
gąszczem swym ugaszcza ryby.

Nonszalancko, mimochodem,
pod powierzchnią bardzo blisko,
żółw szybuje, nos nad wodę
wysuwając jak peryskop.

Pierzcha przed nim ptasia sfora
bijąc mu skrzydłami brawa,
bo żółw panem jest jeziora,
niczym książę na Żuławach.

Nosi on z szylkretu odzież,
w której bardzo mu do twarzy,
zwłaszcza jeśli twarz tę w wodzie
żółw obnażyć się odważy.

Mówią, że go można upiec,
lecz ja w bzdury te nie wierzę.
(Choć faktycznie: w swej skorupie
jest tak jakby już z talerzem!)

Co się jada będąc żółwiem?
Dociec staram się wnikliwie.
O tym, że rzeżuchę żuł wiem,
a się krzywił przy pokrzywie.

Może żuchwą miażdży żuka
żółw, tak żądny pożywienia?
Nonsens. Nie dam się oszukać.
To są zwykłe pomówienia.

Żółw zwierzątkom szkodzi rzadko.
Tu zakreśla grubą kreskę.
Co najwyżej pływa żabką,
lub po prostu krytym pieskiem.

Tak, nasz żółw to dumne zwierzę,
że w szczegóły już nie wchodzę.
Z porośniętym mchem pancerzem
jest jak akademik w todze.

Myśl raz przyszła mi do głowy
gdy buszował w glonów kępie,
by móc sekret skraść żółwiowi:
jak się starzeć w żółwim tempie?

Z myślą tą go pożegnałem.
On dał nura ku dnu z mułem,
ja zaś, w chmurki patrząc białe,
lekko jakoś się poczułem.

Z powrotem