PSIA KREW

Psa odurzyć to nie w kij dmuchał. (Zaszyfrowane przysłowie)

"Psia krew!" - ile pogardy mieści się w tych słowach!
Nie wieszczą one nigdy niczego dobrego.
Najwyraźniej gdzieś niechęć czai się surowa
do stworzeń, które wiernie służą oraz strzegą.

Gdy coś się nie podoba, albo czas jest hadki,
zaraz psa się pojawia rozbiór gramatyczny.
Odmieniany przez wszystkie możliwe przypadki
pokutuje fenomen ten kynologiczny.

Psubraty, sukinsyny - niechaj są przestrogą.
Gdy jakość na psy schodzi, nie bywa wzorowa.
Nie zatroszczy się o to pies z kulawą nogą.
Pieski świat, na psa urok, i pies z tym tańcował.

Gdy na kimś psy wieszają, nie jest to zaszczytem.
Rzadko coś bywa w stanie gorszym niż skundlenie.
Psie grzyby do jedzenia nie są znakomite.
Dalekie od pochlebstwa jest obsobaczenie.

Pod psem pogoda marnie spacerowi wróży:
wiatr duje, deszcz zacina, strąca kwiat jabłoni,
niebo pod chmur ciężarem topi się w kałuży.
Na dworze tak, że nawet psa by nie wygonił.

Psu na budę się nie zda, co jest do niczego,
a co w duchu znanego dobrze porzekadła
ma znamiona przedmiotu sponiewieranego,
i wygląda zupełnie jak prosto psu z gardła.

Psem się mocno pomiata na lewo i prawo.
Jak można psa tak ganić? - spyta ktoś z wyrzutem.
Miałby słuszność, lecz jednak twarde jest psie prawo,
bo dlaczego się mówi, że coś jest... popsute?

Żadna chyba istota nie znosi krytyki
gorzej niż pies, z rasowym mieszańcem na czele,
oprócz może człowieka, który zwarłszy szyki,
najlepszym, jak wiadomo, jest psa przyjacielem.

Dziewięćset dziś milionów psów na Ziemi żyje.
Liczba ta szybko rośnie, więc po iluś latach
prześcignie liczbę ludzi. Ten szczeka, ten wyje...
Obudzi gwiazdy senne głos pieskiego świata.

Z powrotem

NIESZCZĘŚCIE

Jak nieszczęście, to nieszczęście. Kraj boryka się z nałogiem.
To nie ściema, nie podpucha, i nie żarty.
Oficjalnie statystycznie jest w tym kraju sześcionogiem
nie co setny czy dwudziesty, lecz co czwarty!

Krzywa ta się nie zatrzyma gdy nabrała już rozpędu,
więc niedługo prawda wyjdzie na jaw z cienia.
Kraj się znajdzie na krawędzi opętania i obłędu,
w glorii wycia, ujadania i skomlenia.

A gdy wszyscy psem porosną i nauczą się szczekania,
i brakować zacznie kości i kiełbasy,
jeść się będzie z myszy tusze i z gryzoni innych dania,
i lizały mordy Alom będą Asy.

Można myśleć o odwyku, abstynencji wspomnieć cnoty,
ale sprawa jest już dawno przechlapana.
A najbardziej na tym wszystkim stratne będą chyba koty,
bo zostanie im jedynie waleriana.

Z powrotem

CÓŻ BARDZIEJ TRAGICZNEGO

Cóż bardziej tragicznego
od psiego szczekania?
Innych zwierząt legion
przed dźwiękiem tym się wzbrania.

Ich głosy znakomite
wybrzmiewają w gamie.
Szczekanie jest zgrzytem
jakby tłukł kamień w kamień.

Sto zwierząt i sto głosów,
każde się uśmiecha,
od tygrysów do sów.
I tylko pies ma pecha.

Jak gdyby miał gruźlicę,
lub przy zachłyśnięciu,
kaszel brzuch na nice
wywrócić chce zwierzęciu.

Gdzie sensowna podstawa
dla wewnętrznej męki
po to by wydawać
tak obrzydliwe dźwięki?

Pies mniejszy jeno beka,
czka jak kaczka z gumy.
Dziwne, że człowieka
cieszą tych zwierząt tłumy.

Część z nich ciężko pracuje,
nietrudno wyliczyć,
lecz większość to zbóje,
co chcą się tylko byczyć.

Tresują swym hałasem,
czy z rodów, czy ze znajd,
więc słyszy się czasem:
"Its bark is worse than its bite!".

Porzucić więc je całkiem,
choćby na rzecz kotów?
A koty? Są miaukie.
Chyba nie ma odwrotu.

Pies z człowiekiem, z psem człowiek,
wspólne mają plany.
Mariaż, co się zowie!
Zaszczuty. Wyszczekany.

Z powrotem