PRZYSTAŃ
Biegnie życie, z każdą chwilą szybciej.
Czas jak pieniądz kurczy się i słabnie.
Czy w wyścigu jakimś jest to życie?
Zaliż meta kusi tak powabnie?
Wciąż na oślep, na złamanie karku,
dzień za dniem w zdyszanej karuzeli
życie gna, wiruje czas w zegarku.
Niech to diabli i wszyscy anieli!
Może warto poszukać wytchnienia.
Może warto spojrzeć wstecz przez chwilę.
Drugi oddech złapać, poutleniać
krew, co prawie wrze już w każdej żyle.
Powspominać dawne słodkie lata,
te naiwne plany i marzenia,
kiedy kamrat się z kamratem bratał,
z głową w chmurach i wiatrem w kieszeniach.
Przy kufelku lub przy grzanym winie,
w gronie starych, szczerych, wiernych druchów
czas zawróci i pod prąd popłynie
na spotkanie wiecznie młodych w duchu.
Za spotkanie! Za radość istnienia!
Niechaj przyszłość nie jest oczywista.
Za to przeszłość, która się nie zmienia,
jest jak cicha i spokojna przystań.
Tu i teraz są powodem jutra.
Piętrzą czas jak falę w oceanie,
z którą się boryka burta kutra.
Co by było, gdyby nie przystanie?
Wszystko w świecie lubi równowagę.
Bez niej chwiejny byłby świat, i chory.
Cicha przystań - równowagi agent
popchnie życie na bezpieczne tory.
Z powrotem