POMYŚLMY SOBIE
Pomyślmy sobie o planecie,
gdzie wprost aż kipi od idiotów.
Dziwnie jest na takim świecie.
Intelekt wciąż się tam rozwija,
do wielkich czynów bywa gotów,
a tu wciąż za chryją chryja.
Rzecz dobra da się źle używać.
To dla idioty jest idylla
i jego prerogatywa.
Gdy coś pożytecznego trafi
do rąk twórczego imbecyla,
to nie potrzeba już mafii.
Wniosek uderza z cała siłą:
skoro blask ściga smuga cieni,
lepiej żeby go nie było.
Produkty chemii i fizyki
znikają, by ich ktoś nie zmienił
w bomby albo narkotyki.
Idiotyzm rolę ma nadrzędną.
Podniosłe ambicje i cele
korzą się przed nim i więdną.
I w bród ograniczeń jest po to,
by swobodnie i trochę śmielej
każdy mógł czuć się idiotą.
Na próżno trudzi się nauka.
Tyle niepotrzebnej roboty.
Najwyraźniej guza szuka.
Po co się uczyć, drżeć na teście,
podczas gdy kariera idioty
to jest recepta na szczęście?
Z powrotem