NIEPOGODZONY Z POGODĄ
Niepogodzony z pogodą jestem.
To niesłychanie poważna sprawa.
Wiąże się z kości dość częstym chrzęstem,
strzykaniem w karku, w mięśniach i w stawach.
Skąd te zażarte z pogodą spory?
Po co na udry tak iść z klimatem?
W ten sposób człowiek robi się chory,
potem odłogiem zalega chatę.
Marzy się długa piesza wycieczka,
niechby i w płaszczu, pod parasolem,
a tu tymczasem łamie człowieczka,
by lazł niemrawo jak mucha w smole.
Skoro już żyje się w atmosferze,
która na ogół dobrze nam służy,
skąd nagle złości tyle się bierze
przy pierwszej lepszej wiosennej burzy?
Mogę się zżymać, mogę urągać,
wyzwać pogodę, i ją zwyzywać.
Ona drwi z tego. Gdy front nadciąga,
za skórę zaleźć mi jest gorliwa.
Gdy wodą broczą na polu bitwy
hektopascale i izobary,
a deszcz zacina jak ostrze brzytwy,
ja sobie szepcę: "Nie łam się, stary!".
W miarę jak czynisz mnie wciąż mniej młodym,
miej mnie w opiece swej, dobry Boże.
Pozwól z pogodą dojść mi do zgody.
Waśń zgaś nim ta śmie rozgorzeć gorzej.
Z powrotem