JA KOCHAM ALKOHOL
"There is a point beyond which the human brain
loses its kinship with the Infinite and becomes
a mere seething mass of deleterious passions."
(P. G. Wodehouse, "Blandings Castle")
Ja kocham alkohol, alkohol mnie kocha,
jesteśmy ze sobą jak bracia.
Miłością dość płochą choć darzę pieszczocha,
bez niego bym chyba zwariaciał.
W tym świecie, co sprawnie głupieje z dnia na dzień
mózg próżno szamoce się w matni.
Nic nie jest jak dawniej. W zuchwałej roszadzie
majaczy ratunek ostatni.
Bez serc i bez ducha, jak tłum ociemniały
donikąd szkieletów lud pędzi;
Poczciwa siwucha i inne kordiały
unoszą z przepaści krawędzi.
To nic, że na trochę, to nic, że na niby,
ból głowy nie straszny ni mdłości,
gdyż mamy z pieszczochem żelazne alibi,
a jest nim teoria względności.
Gin, rum, et cetera, przemieniam w energię,
jak e równa się emcekwadrat,
energia ta wzbiera, i drży w każdym nerwie,
i tkwi w nim głęboko jak zadra.
Zjawisko najczęstsze co wszystko odmienia
zachodzi wbrew trzeźwym zwyczajom:
zakrzywia się przestrzeń przy braku ciążenia,
i wszystkie me ruchy chybiają.
Upojna świadomość już nie jest ta sama,
czas z inną prędkością ulata.
A wtedy, rzekomo, otwiera się brama
do równoległego wszechświata.
Tam wszystko rażąco inaczej się dzieje,
to znaczy zupełnie jak nie tu,
i w głowach nie mącą techniczne zawieje
komórek, AI, internetu...
Tam nie ma przymusu zachwytu bzdurami,
nikt durniów nie słucha, nie sławi.
Tam nie ma krezuzów z wielkimi kontami
co z głupców się karmią wciąż krwawic.
Uczciwe i szczere, i dość kolorowe
jest życie przy drinków pomocy.
Beztroską manierę i lekką mam głowę
gdy wprawię się w stan wskazujący.
Podobną radochą bym pałał na prochach,
w kolorze, lub w bieli i czerni,
lecz kocham alkohol, on również mnie kocha,
i sobie jesteśmy już wierni.
Z powrotem