JEŻELI TO MOŻLIWE
"Jeżeli to możliwe, zawróć",
mówi komputer pokładowy.
Czuwa, bez pochwał i bez nagród,
przejąwszy funkcję mojej głowy.
Mistrz absolutny nawigacji
wahań nie pozostawia żadnych.
Zaoszczędzając mi frustracji,
prowadzi mnie, jak nić Ariadny.
"Następnie kieruj się na lewo",
to ci dopiero jest sugestia!
Jakby w mych myślach czytał, ścierwo,
przebiegła elektryczna bestia.
Ale nie, on ma myśli swoje
biegnące szybciej niż złe wieści,
i rozum, w którym z dróg przekrojem
cały się atlas świata mieści.
Nie jest w tym świecie też sierotą,
bo doborową ma rodzinę.
Każdy niemalże sięga po to,
co jakimś jego jest kuzynem.
Jest się, tak w domu jak i w pracy,
pod kuratelą komputera.
Kiedy nas pieści cacy-cacy,
puszkę Pandory nam otwiera.
Cyfrowe rozwiązania gradem
lecą na nie-cyfrową głowę,
ochoczo wchodzą jej w paradę,
i stają się obowiązkowe.
W bród jest ułatwień i przyspieszeń
dzięki wciąż nowym urządzeniom,
które drenują sprawnie kieszeń
nim się w wymyślny złom zamienią.
Z każdego robi inżyniera
różnych gadżetów wielki zasób,
przy których wciąż się jakoś gmera,
i nigdy nie ma na nic czasu.
A tu cyfrowe nie śpi licho.
Bezczelnie chytra krzemu bryła,
binarny, dygitalny psychol,
uczyć się już się nauczyła.
Sztucznie inteligenty bęcwał
błądzi po nauk horyzontach,
pcha się tam gdzie go nikt nie wezwał,
sprzed nosa wachlarz zajęć sprząta.
Jak klecić wiersze, bębnić nuty,
jak pacykować bohomaza...
Na cztery jest kopyta kuty
i co chcesz, wszystko wie, zaraza.
Choć obiecuje złote góry,
przewrotny jakiś chyba cel ma.
Rozbudowawszy swe struktury
wymknie się spod kontroli, szelma.
Inteligentny, lecz nie żywy,
cyfrowy zombie, oczajdusza,
nie daje już alternatywy,
tylko do posłuszeństwa zmusza.
Sam martwy, życie ssie z planety.
Energii gigawaty zżera,
wodą popija to, niestety.
Gnida, i potwór, i chimera.
Marzy się czasem wolność dzika
wśród maków polnych, zbóż i chabrów...
Dokąd zawiedzie nas technika?
Jeżeli to możliwe, zawróć!
Z powrotem