HILARY

Tuwimowi ku pamięci

Biega, krzyczy pan Hilary:
"Czy ktoś rzucił na mnie czary?
Z losu zmagam się wyrokiem!
Co się stało z moim wzrokiem?!
Czemu nic nie widzę prawie,
jak przez łzy, chociaż nie łzawię,
jak przez szybę fresków z mrozu,
czy pomieszał mi się rozum?"

Lekarz coś mu w oku klecił,
i Hilary ma wzrok kreci,
a powinien mieć sokoli.
Czy lekarzy nikt nie szkoli
by gryzonia od sokoła
każdy z nich odróżnić zdołał?
W rezultacie pan Hilary
miota się jak w kłębach pary.

Wciąż o meble się przewraca,
maca ścianę, głowę maca,
chodzi w jednym tylko bucie,
bo mu drugi but gdzieś uciekł,
już podłogę zaczął zrywać,
bo mu się wydała krzywa,
już chciał wzywać pogotowie...
Aż mu pojaśniało w głowie.

Może to nie wzoku wina,
że tak wszystko się wygina,
ciągnie się, i zlewa w dali
jak u Salvatora Dali,
ale jest to forma czysta,
jaką tylko zna artysta,
cała prawda obnażona
o tym świecie, który kona?

Cóż więc pocznie nasz Hilary?
Czy pomogą okulary,
czy jak kret, o, srogi losie!,
wszystko będzie już miał w nosie?

Z powrotem