BILBAO

Bilbao, moje Bilbao,
co mi z ciebie w pamięci zostało?
Mgła podobna tej w lesie jesienią
drogę w poprzek zaległa wspomnieniom.

Tyś wszakże było mi domem,
jakże bliskie i jakże znajome.
Dzień po dniu, od poranka do zmroku
żyłem w aurze twojego uroku.

Budowli twoich odwaga
serce krzepi. Jak teatr Arriaga.
Do Gaudiego aluzja przemiła.
Franka Gehry na wskroś śmiała bryła.

Dla oka było uciechą
Stare Miasto, zacne Casco Viejo.
Nie chcę milczeć o rzewnym uczuciu,
które w sercu mym mam dla Santuxu.

Najlepiej bowiem, to jasne,
każdy czuje się w dzielnicy własnej.
Wznieśmy toast, levantemos copas,
na cześć parku Parque Europa.

Jak liczne wszędzie, o rety!,
były sklepy i supermarkety,
a zaś windy i ruchome schody
wielu wzniesień zmniejszały przeszkody.

Hiszpański w głowę mą pustą
lać biegłem przez Puente de Deusto,
gdzie najkrótszą, jak mi się wydaje,
trasą w świecie jeździły tramwaje.

San Mamés stylu i tonu
przydawała sylwetka stadionu,
choć mnie bardziej przyciągał tam może
autobusów terminal i dworzec.

Abando i plac Moyúa
przywołuje dziś pamięć ma czuła,
Etxebarria park, plac Unamuno,
Zubizuri z Euskalduną...

Fiest feeria, ferment fantazji,
urzekały mnie bardzo nieraz, i
chociaż niechciałbym, i tak bym musiał
dać się wciągnąć w wir Aste Nagusia.

Tyle miejsc małych i dużych,
tyle zdarzeń w codziennej podróży,
dzisiaj w mojej pamięci się zrasta
w przebogaty wizerunek miasta.

Osiadłe zgrabnie w dolinie
miasto z rzeką swą wspólnie nią płynie,
i transportu zespala się siecią
po Santurtzi, po Plentzię, po Getxo.

Z właściwym w ręku biletem
można dotrzeć do Portugalete,
ze stalowym się spotkać gigantem,
który zowią el Puente Colgante.

Pojechać metrem na plażę
było miło, tak rzec się odważę,
lub na większą wypuścić się scenę
przemierzając ją Euskotrenem.

Pobliskie wzgórze, Artxanda
(nie odwiedzić go byłby to skandal),
miastu przyjrzeć się da, i dolinie,
gdy tam wjechać kolejką na linie.

Uwagę zwrócić ku wzgórzom
warto było, gdyż jest ich dość dużo,
jak przystępne dla niebiegłych w sportach
Arnotegi i Ganekogorta.

Wejść można całkiem wysoko,
i ciekawe obróciwszy oko
na orły sfruwające spod chmury,
jak szybują, oglądać je z góry.

Bilbao, albo też: Bilbo,
cenię każdą ze wspólnych nam chwil, bo
na twych placach, ulicach, w podcieniach,
czułem jakbym je znał z urodzenia.

Twym fanem jestem, i basta.
Jako członek-gość Przyjaciół Miasta,
składam ukłon mój tobie i Baskom.
Ogromne dzięki: eskerrik asko!

Raz jeszcze agur ci mówię.
Gdy by odejść wkładałem obuwie,
bo musiałem, to już byłem skory
móc posłyszeć znów: ongi etorri!

Świat mały jest jak chusteczka,
może więc jak zbłąkana owieczka,
jak wracając do pięknej Arkadii,
dotknę stopą mą znów Euskadi.

Z powrotem